Trzech przyjaciół, 7 miesięcy, 50 tysięcy kilometrów…

… taki był początek. Podróż do Azji w 2013r. bezpowrotnie skazała nas na zamiłowanie do włóczęgi.

Kuba – zwycięzca Biegu Geodety, podczas którego pokazał gapiom w Krakowie, że można pogodzić piwo i sprint. Tak kocha Ziemię, że postanowił ją całą zmierzyć. Gdy nie zasypiał skacowany nad tachimetrem, wykorzystywał swój radiowy głos w autorskiej audycji w Radiu17. „Party booster, król życia, zielony chochlik, roztańczony pył tego świata, bardzo miły chłopak, wizjoner z za chudymi rękami do szpadla” – to jedne z nielicznych określeń używanych do opisu tego Potężnego Wojownika o zainteresowaniach godnych współczesnego człowieka renesansu. Obecnie można go spotkać latającego dronem na szkockich wrzosowiskach.

Piotrek – zwany nie bez kozery Koniem, rumakuje przez życie i nie ucieka przy tym od ciężkiej „końskiej” pracy. To artystyczna dusza, która skończyła  warszawską architekturę oraz wzornictwo przemysłowe. Ładnie rysuje, potrafi wiele podnieść i od 4go roku życia ma na brzuchu kaloryfer. Król każdego spotkania towarzyskiego, wirtuoz tradycyjnej włoskiej pizzy oraz wschodząca gwiazda polskiego designu. Gdy przy wódce zaczyna mówić po włosku, ludziom opadają szczęki. Nie ma klatki na niego!

Maciek – Azjaci nazywają go „Machete” albo „Magic”. Rzeczywiście potrafi być ostry jak maczeta, jak przystało na profesjonalistę z branży finansowej, ale równocześnie rozsiewa magię uśmiechu. Głos rozsądku i rycerz w białej zbroi. Charakter praworządny dobry. Urodzony organizator, wokół którego zawsze dużo się dzieje. Ma serce z cebuli, ale węgiel w żyłach. Podobno kiedyś miał włosy, ale stały na drodze do wymarzonej kariery kapitana gwiezdnej floty. 

Czy jesteśmy reprezentantami nadludzkiego gatunku „podróżników”?
Czy mamy szczegółowy i wymuskany plan wyprawy?
Czy mamy bogatych rodziców sponsorujących nam wyjazd?
NIE, NIE, NIE!!!

Mamy za to nieodparte pragnienie odkrywania wszystkiego, co życie ma do zaoferowania. Ciągnie nas w nieznane. Przed siebie. Poza strefę komfortu. W podróż marzeń.

Jesteśmy prostymi chłopakami z małego, lecz pełnego uroków miasteczka – Nałęczowa. Woda mineralna, sanatoria, Śliwka Nałęczowska i tego typu klimaty. Nasze portfele nie pękają w szwach, a opcja „zawód – syn” nie jest dla nas dostępna. Spinając poślady ciężko pracowaliśmy przez trzy lata by odłożyć oszczędności na azjatycką wyprawę. Kwota na oko, bo jak policzyć budżet na wielomiesięczną podróż?

Wyjechaliśmy bardziej nieprzygotowani niż by to się mogło wydawać.Trasę mieliśmy opracowaną tylko z grubsza. Szczegóły dogrywaliśmy na miejscu. Zrobiliśmy minimalistyczne zakupy sprzętu. Nie szpeju za grube tauseny, tylko porządnych, ale tanich polskich marek. Spakowaliśmy się na oko za poradą rodziców, którzy jeszcze z czasów harcerstwa pamiętali wyprawy z plecakiem.

Przeszliśmy przez panikę bliskich o nasze bezpieczeństwo. Przeszliśmy przez tłumy osób pukające się w czoło na wieść o naszych zamiarach. Przeszliśmy przez niedowierzanie znajomych i wyśmiewanie pomysłów. Stawiliśmy im czoła i ze łzami w oczach pożegnaliśmy swoje Miłości, rodziny, przyjaciół… i wyjechaliśmy.

 

Nasze trio w przeddzień wyjazdu w rodzinnym Nałęczowie

Jak zobaczysz na naszym blogu co do zasady niespecjalnie przejmujemy się przewodnikami. Zabytki zwiedzamy jak już się trafią, są za darmo i nie ma kolejki. Ponad miejsca stawiamy miejscowych ludzi. Wolimy wtopić się w lokalny klimat. Nie pędzić. Poobserwować, poznać, wzbudzić uśmiech i dać się porwać w wir wydarzeń.

Podróżujemy jak najmniejszym kosztem. Unikamy luksusów, sknerzymy i ostro się targujemy. Jak jest wybór finansowy to kryterium nadrzędne jest proste – zawsze najtaniej. Możemy sie juz pochwalić kilkoma rekordowo tanimi wypadami.

Zakończyliśmy swoją „wielką” wyprawę, żeby dostrzec jak wiele ścieżek jeszcze czeka. Życia nadal głodni jak dzieciaki z boiska dalej realizujemy marzenia i nabijamy kolejne kilometry przygód.

Bo Możemy!